27 lutego 2017

Kilka tygodni temu media podały informację o tym, że odchodzący prezes Trybunału Konstytucyjnego Andrzej Rzepliński nie wykorzystał przysługującego mu urlopu wypoczynkowego, za co otrzymał gigantyczny ekwiwalent z pieniędzy podatników w wysokości 150 tysięcy złotych. Zaległości urlopowe ma także sędzia Biernat i w związku z tym został wysłany na urlop przymusowo przez nową prezes Trybunału Julię Przyłębską, co sam zainteresowany skwitował określeniem „przeszkadzanie w orzekaniu”. Ewentualny ekwiwalent urlopowy sędziego Biernata mógłby wynieść nawet 120 tysięcy złotych. Dodać należy, że nie była to „fanaberia” Pani Prezes, lecz wynik kontroli Państwowej Inspekcji Pracy po której Inspektor Pracy  inspektor pracy skierował do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o niezwłoczne udzielenie zaległych, niewykorzystanych urlopów wypoczynkowych za lata 2014 i 2015, uprawnionym pracownikom, w tym sędziom.

Niestety do sporu włączył się również były sędzia Trybunału Jerzy Stępień, którego oburzyło to, że sędziów zmusza się do wykorzystania urlopów i jest to rodzaj politycznego nacisku. Bardzo dziwią mnie te słowa, szczególnie że wypowiada je osoba będąca autorytetem prawniczym. Pan Stępień powinien wiedzieć, że powszechnie uznaną praktyką w zakładach pracy jest to, że pracodawcy zobowiązują pracowników do korzystania z zaległych dni urlopowych. Być może wielu zwykłych pracowników wolałoby pobierać ekwiwalenty, ale muszą się oni stosować do przepisów prawa pracy oraz panujących w zakładach pracy realiów. Zalecenia Państwowej Inspekcji Pracy w tym zakresie są jednoznaczne: „Najważniejsza jest ochrona zdrowia pracownika i jego sił. Mówi się, że rzetelny wypoczynek, który ma wpływ na prawdziwą regenerację organizmu, wynosi trzy tygodnie.  Ekwiwalent i pieniądze to rzecz wtórna” – powiedział Wojciech Gonciarz z PIP w rozmowie z dziennikarzem TVP Info. Warto w tym momencie zadać pytanie: dlaczego to co obowiązuje przeciętnego obywatela, miałoby nie być stosowane w przypadku sędziów? Czy Jerzy Stępień uważa, że sędziowie powinni być uprzywilejowaną kastą, która stawia się ponad resztą społeczeństwa? Przecież ekwiwalent w wysokości 150 tysięcy złotych to kwota astronomiczna i kompletnie nieosiągalna dla zwykłego polskiego pracownika, który dodatkowo płaci podatki i widzi, że są one wykorzystywane na fanaberie urzędników. Wielu pracowników pamięta, że przez długie lata pobierali niskie pensje lub dostawali jedynie pozakodeksowe umowy śmieciowe i oczekuje od państwa radykalnej poprawy tej sytuacji, a nie konsumpcji kolejnych „ośmiorniczek” przez tych, którzy są zobligowani do stania na straży przestrzegania i egzekwowania prawa.  To całkowicie podważa zaufanie obywateli do państwa oraz organów sprawiedliwości i kreuje obraz pokazujący, że państwo nie jest dla nich, lecz służy tylko wąskiej, uprzywilejowanej grupie.

Jest to również o tyle istotne, że III RP zaniedbała kwestię pomocy dla najsłabszych ekonomicznie grup społecznych. Wieloletnie uchybienia w tej materii stara się nadrobić rząd Prawa i Sprawiedliwości, który już w trakcie pierwszego roku rządów rozpoczął wdrażanie programów społecznych, takich jak 500plus czy Mieszkanie Plus. W tej sytuacji każda wydana złotówka jest ważna, a każda tego typu afera oddala nas od reformy „państwa teoretycznego”. Szanując pracę sędziów oraz mając świadomość jak duża odpowiedzialność nad nimi ciąży, apeluję zarazem o to, żeby żaden z nich nie stawiał się ponad prawem.

Poseł Bogdan Latosiński

Felieton ukazał się w lutowym numerze pisma „Pasażer”