11 września 2017

Pod koniec lipca rząd Prawa i Sprawiedliwości przeprowadził ważne reformy dotyczące usprawnienia funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości. Sejm głosami posłów klubu parlamentarnego PiS przegłosował  nowelę ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, nowelę prawa o ustroju sądów powszechnych i nową ustawę o Sądzie Najwyższym. Zmiany mają na celu zwiększenie demokratycznej kontroli nad władzą sądowniczą i wymiarem sprawiedliwości, który wymaga gruntowej reformy. Zmiany personalne w Sądzie Najwyższym nastąpią, bo są one koniecznie, a Minister Sprawiedliwości wraz z demokratycznie wybranym Sejmem będą mieć wpływ na obsadę członków Krajowej Rady Sądownictwa (po poprawce Prezydenta członkowie KRS będą wybierani 3/5 głosów Sejmu) i Sądu Najwyższego, ale nie będzie żadnego wpływu polityków na niezawisłość sędziów i ich decyzje. Ta jest zagwarantowana przez polską Konstytucję. Reformy te nie są żadną nowością, Prawo i Sprawiedliwość zapowiadało je w swoim programie jeszcze przed objęciem władzy. Afera reprywatyzacyjna w którą zamieszani byli przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości, w tym również sędziowie pokazała, że potrzebne są gruntowne zmiany. Bezkarność grubych aferzystów oraz morderców z poprzedniego systemu przy jednoczesnym nadgorliwym i wyjątkowo surowym karaniu obywateli za kradzież batoników (słabi wobec silnych, silni wobec słabych) – takie były realia III RP. Nie oznacza to, że sędziów można wrzucać do jednego worka. Absolutnie nie. Powiem więcej, większość z nich sumiennie i uczciwie wykonuje swoje obowiązki, za co jestem im wdzięczny, bo zdaje sobie sprawę z tego jaka odpowiedzialność na nich ciąży. Ale środowisko sędziowskie nigdy nie dokonało samooczyszczenia, nie wyeliminowało „czarnych owiec” ze swojego grona. To należy zmienić.

Zmiany spotkały się jednak z histerycznym atakiem totalnej opozycji, która oskarżyła rząd o autorytarne zapędy. Tymczasem zaproponowane zmiany nie odbiegają od tego co zostało wprowadzone w wielu krajach europejskich. W Niemczech w poszczególnych landach wpływ na wybór sędziów federalnych mają ministrowie federalni. Prezesów sądów federalnych mianuje z kolei rząd federalny. W Austrii sędziów powołuje minister sprawiedliwości. W Danii sędziów powołuje Król lub Królowa na wniosek ministra sprawiedliwości. W Holandii sędziów wybiera się na mocy rozporządzenia królewskiego. W Szwecji nawet sędziowie sądów powszechnych są wybierani przez ministra sprawiedliwości na wniosek rady ds. nominacji sędziów. Czy opozycja uważa, że te kraje są niedemokratyczne? W trakcie burzliwych obrad Sejmu przekonałem się, że ugrupowaniom opozycyjnym nie zależy na dobru polskiego sądownictwa. Opozycja liberalna nie zgłaszała swoich pomysłów na usprawnienie sądownictwa, tylko próbowała blokować pracę Sejmu i przenosić konflikt na ulicę. Sama zresztą, rządząc znacznie dłużej niż Prawo i Sprawiedliwość nie próbowała nawet dokonywać ważnych reform niemal w każdej dziedzinie, zastępując je retoryką o „ciepłej wodzie w kranie”. W demokracji to żaden grzech nie zgadzać się z rządem, ale opozycja nie ma żadnego pozytywnego programu dla Polski. Zamiast ciężko nad nim pracować, zarzuca rządowi łamanie Konstytucji, tymczasem art. 180 Konstytucji wyraźnie mówi: „W razie zmiany ustroju sądów lub zmiany granic okręgów sądowych wolno sędziego przenosić do innego sądu lub w stan spoczynku z pozostawieniem mu pełnego uposażenia”. Jedyne nad czym ciężko pracuje liberalna opozycja to brak wiarygodności wśród zwykłych Polaków poprzez promowanie na swoich wiecach tak skompromitowane postacie jak Leszek Balcerowicz, czy Władysław Frasyniuk – polityków Unii Wolności odpowiedzialnej za niszczenie zakładów pracy i degradację praw pracowniczych w Polsce. Czy Panowie Balcerowicz i Frasyniuk załamywali ręce nad „zamachem na sądownictwo”, gdy koalicja PO – PSL likwidowała wydziały pracy w sądach rejonowych, czym znacznie utrudniła dochodzenie roszczeń pracowniczych? Jest to w zasadzie pytanie retoryczne.

Reformy są jednak dopiero początkiem trudnej drogi w uzdrawianiu polskiego systemu sprawiedliwości. Teraz naszym zadaniem jest sprawienie, aby w końcu zaczęły one służyć zwykłym Polakom, a nie tylko elitom, szczególnie w zakresie dochodzenia sprawiedliwości w Sądach Pracy. Z tego zostaniemy rozliczeni i liczę na to, że nam się to uda.

Poseł Bogdan Latosiński

Tekst ukazał się w sierpniowym numerze pisma „Pasażer”