18 maja 2018

Rozmowa z Bogdanem Latosińskim, posłem na Sejm i szefem nowego związku zawodowego w Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacji. Wywiad ukazał się w piśmie „Pasażer”

Ostatnie tygodnie były dla Pana dość trudne. Podjął Pan kilka ważnych decyzji, m.in. o przeniesieniu biura poselskiego z siedziby NSZZ „Solidarność” do MPK i zrezygnował z funkcji delegata na Krajowy oraz Regionalny Zjazd Delegatów „Solidarności”. Najważniejsza dotyczyła jednak stworzenia nowego związku zawodowego w MPK. Jako długoletni związkowiec, honorowy przewodniczący Solidarności w MPK Kielce i lider strajku z 2007 roku, został Pan rekomendowany przez związek, jako kandydat na posła z list wyborczych Prawa i Sprawiedliwości. Co się stało, że postanowił Pan podjąć tak radykalne kroki?

Jako, że byłem rekomendowany przez Region Świętokrzyski NSZZ „Solidarność”, do kandydowania na Posła na Sejm RP, spodziewałem się regularnego wsparcia i współpracy ze strony moich kolegów i koleżanek związkowców. Tym bardziej, że nie jestem członkiem PiS. Biuro poselskie otworzyłem w siedzibie zarządu regionu, mimo że takie działanie było wbrew zaleceniom klubu parlamentarnego. Związek nie stanął wówczas w mojej obronie, choć biuro założyłem zgodnie z  sugestią władz Solidarności. To był pierwszy niepokojący sygnał. Gdy kilka miesięcy po wyborach i mojej rezygnacji z funkcji Przewodniczącego „Solidarności” w MPK, niewielka grupa członków związku próbowała skłócić załogę i rozbić struktury, Region nie tylko nie podjął się mediacji, ale również wspierał prawnie te osoby, które wywołały zamieszanie. Przedstawiciele Regionu, w sposób obraźliwy komentowali również wynik wyborów nowego przewodniczącego ,,Solidarności” w MPK. Jak się okazało, delegaci podjęli inną decyzję, niż wyobrażały to sobie władze Regionu. Myślę, że ta decyzja była kluczowa w relacjach jakich doświadczała organizacja związkowa w przedsiębiorstwie, jak i moja osoba. Byłem ignorowany i omijany w organizowanych przez związek uroczystościach oraz zjazdach. Informacje o mojej  działalności nie pojawiały się na stronach internetowych związku, ani w „Tygodniku Solidarność”. Moja ukochana „Solidarność”, która rekomendowała mnie do startu w wyborach parlamentarnych, coraz mocniej i szczelniej zaczęła mnie izolować. Ja w tym czasie, mimo bardzo poważnej choroby i przebytej operacji, wiele robiłem i robię na rzecz pracowników. W sejmowych głosowaniach zawsze kierowałem się tym, że jestem związkowcem. Jako jedyny w klubie zagłosowałem zgodnie z wytycznymi związku, jak również z własnym przekonaniem, za przywróceniem wieku emerytalnego połączonego ze stażem pracy, 35 lat pracy dla kobiet i 40 lat dla mężczyzn. Mam też przekonanie, że jako poseł reprezentujący w Sejmie „Solidarność” miałem pełne prawo do utrzymywania kontaktów z lokalnymi strukturami w całym regionie świętokrzyskim. Tymczasem, mimo że moimi asystentami zgodnie z sugestią władz regionalnych, byli przez ponad dwa lata szefowie delegatur, czyli pracownicy związku w terenie, którzy podlegają szefowi Regionu, to prawie nigdy nie zapraszano mnie na uroczystości, nie organizowano mi żadnych spotkań (jedynie kilka w komisjach zakładowych). Związek nie udostępnił mi też adresów wszystkich komisji zakładowych, choć prosiłem o to na początku kadencji. Nie dostałem też żadnej odpowiedzi do dnia dzisiejszego, mimo że prośbę o te dane, kilka miesięcy temu złożyłem w formie pisemnej. Najgorsze jest jednak to, że od początku kadencji, większość moich byłych asystentów społecznych z „Solidarności” nie kontaktowała się ze mną, ani z moim biurem. Czyżby nie było żadnych problemów? Nie wierzę w to. Do mojego biura zgłasza się wielu związkowców, wielu pracowników, którzy są zdegustowani, gdy słyszą, że nikt mnie nie zaprasza. Zarówno ja, jak również wielu związkowców, chciałoby poznać prawdziwy powód rekomendowania mnie do startu w wyborach parlamentarnych. Przecież ja o to nie zabiegałem, to Region Świętokrzyski NSZZ „Solidarność” naciskał, żebym wystartował w wyborach do Sejmu. Dla mnie to był i jest wielki zaszczyt. Już wcześniej mogłem objąć mandat posła na Sejm RP, ale wówczas zrezygnowałem. Dlaczego? Bo musiałbym zrezygnować z funkcji przewodniczącego Solidarności w MPK, czyli w spółce pracowniczej, a nie chciałem doprowadzić do sytuacji, w której doszłoby do rozbicia załogi, do podziałów. Również duży wpływ na moją decyzję miał fakt, że zostałem radnym Sejmiku Województwa. Nie chciałem zawieść tych, którzy oddali na mnie głos.

Myśli Pan, że ta nominacja miała drugie dno?

Im dłużej o tym myślę, to coraz bardziej dochodzę do przekonania, że tak właśnie było. Moim zdaniem komuś zależało na tym, żeby przejąć władzę nad spółką pracowniczą czyli Kieleckimi Autobusami. Przypomnę, że jest ona większościowym udziałowcem MPK. Poprzedni prezes MPK Marek Wołoch-to osoba rekomendowana przez przewodniczącego Solidarności w regionie czyli Waldemara Bartosza. Kiedy Wołoch był szefem były próby przejęcia firmy, ale się to nie udało. Myślę, że potem pojawił się pomysł, że jeśli zostanę posłem, nie będę już tak blisko MPK, blisko ludzi. Wtedy zasieje się ferment, skłóci załogę i będzie można przejąć spółkę. Ten plan też nie wyszedł, bo jego pomysłodawcy nie wzięli pod uwagę, że ludzie w MPK są drużyną. Sprawdzoną drużyną, której nie da się tak łatwo zniszczyć. Realizacja planu się nie powiodła, dlatego postanowiono utrudnić mi wypełnianie mandatu posła. Mimo takich zachować, ja tę rolę wypełniam sumiennie.

W liście otwartym skierowanym do działaczy Solidarności, wspomina Pan o braku wsparcia Regionu Świętokrzyskiego dla MPK, w trakcie rozstrzygania przetargu na obsługę komunikacji miejskiej w Kielcach. Chodziło m.in. o sytuację, gdy pracownicy MPK spotkali się z internetowym hejtem i personalnymi atakami. Region odpiera te zarzuty i przypomina, że wydał oświadczenie wspierające, a działacze związku byli obecni podczas rozprawy w Sądzie Okręgowym w Kielcach, kiedy ważyły się losy MPK.

Obecność na rozprawie była dla mnie swoistą zasłoną dymną, która miała na celu usprawiedliwianie się na zasadzie „my coś zrobiliśmy”. Były to zdecydowanie pozorowane i niewystarczające działania. Od tak prężnej i licznej organizacji, jaką jest Region Świętokrzyski NSZZ „Solidarność” wymagamy solidniejszego wsparcia, niż tylko jedno oświadczenie opublikowane na portalu społecznościowym i obecność na rozprawie. Załoga MPK nie potrzebowała obecności w sądzie, bo po pierwsze jego decyzje są niezawisłe, a po drugie zjawiło się tam wystarczająco dużo związkowców i pracowników zakładu. Potrzebowaliśmy wsparcia wizerunkowego i specjalistycznego prawnego na szczeblu krajowym, szczególnie w kontekście kuriozalnego orzeczenia Krajowej Izby Odwoławczej.  Związkowcy płacący składki liczyli, że ktoś z władz związku odwiedzi zakład, wzmocni Ich swoją obecnością. Pracownicy MPK potrzebowali pewności, że jest organizacja, na którą mogą liczyć.

Tymczasem, nikt w tej sprawie nie kontaktował się z biurem poselskim, ani strukturami związkowymi MPK Kielce. Nikt nie zapytał, jakiej konkretnie pomocy oczekuje Komisja Zakładowa. Takie zachowanie, to coś zdecydowanie gorszego, niż ignorowanie mnie, jako Posła. To jest lekceważące traktowanie załogi, która sobie na to nie zasłużyła, bo była bardzo mocnym ogniwem w regionalnej Solidarności.

W rozmowie z dziennikarzami, przewodniczący Zarządu Regionu – Waldemar Bartosz podkreślał, że jako związek nie mają sobie nic do zarzucenia, a MPK wszystko zawdzięcza Solidarności. Jak Pan odniesie się do tych słów?

To jest bardzo arogancka, a dodatkowo nieprawdziwa wypowiedź. Owszem, MPK Kielce bardzo dużo zawdzięcza „Solidarności”, ale „Solidarności” zakładowej. To dzięki nieustępliwej postawie związkowców z MPK, podczas strajku w 2007 roku, zakład nie został sprywatyzowany. Ludzie zawdzięczają uratowanie miejsc pracy Solidarności, którą mają w swoim sercu, a nie odgórnym decyzjom, takiego lub innego wysoko postawionego działacza. Muszę również dodać, że swego czasu, Komisja Zakładowa w MPK wspierała struktury związkowe z innych firm w regionie świętokrzyskim (np. wtedy gdy odbywały się protesty przeciwko prywatyzacji Kieleckich Kopalni Surowców Mineralnych, kieleckiej  PREMY) i innych województwach. Teraz, gdy sama potrzebowała jedynie wsparcia prawnego i wizerunkowego – została pozostawiona sama sobie!

Ma Pan również żal do przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ Solidarność – Piotra Dudy, który odmówił Panu oraz załodze spotkania w czasie przetargu, a także w sprawie przygotowywanej w Sejmie nowelizacji ustawy o transporcie zbiorowym. Piotr Duda nie odpisał również na skierowane do niego pisma.

Pan Przewodniczący nie odpisał także na moje SMS-y, mimo, że podczas spotkania w Sejmie zalecił tę formę komunikowania się już w 2016 roku. Wtedy zwróciłem się do niego, jako osoby kierującej pracami Rady Dialogu Społecznego, o pomoc w sprawie interpelacji, którą złożyłem do Ministerstwa Sprawiedliwości, dotyczącej zmian w prawie pracy, na korzyść polskich pracowników. Nie uzyskałem jednak żadnej odpowiedzi. Wielokrotnie w formie SMS-owej i pisemnej prosiłem Pana Przewodniczącego o spotkanie w sprawie sytuacji spółki pracowniczej, w kontekście problemów przy przetargu na obsługę komunikacji miejskiej, ustawy o transporcie publicznym czy innych kwestii, którymi zajmuję się jako parlamentarzysta. Do dnia dzisiejszego prośby te nie spotkały się z żadnym odzewem. Sytuacja, w której przewodniczący związku nie reaguje, nie interesuje się problemami zgłaszanymi przez posła, który ten związek reprezentuje w Sejmie jest naprawdę kuriozalna. Tym bardziej, że od początku kadencji, moje biuro wysłało setki pism do różnych urzędów, instytucji i prawie nigdy nie zdarzyło się, żeby pisma kierowane przez posła nie spotykały się z odpowiedziami.

Najbardziej przykre jest lekceważące traktowanie załogi MPK Kielce, albowiem na pisma kierowane przez Komisję Zakładową, Pan Przewodniczący też nie odpisuje. Nie reagował też na prośby związkowców o spotkanie, wtedy gdy trwało zamieszanie z przetargiem. Jesteśmy jedną z najliczniejszych komisji zakładowych w regionie. Miesięcznie, na konto związku wpływa duża kwota z tytułu płaconych przez nas składek, a gdy pracownicy proszą o pomoc, Pan Przewodniczący nie widzi nawet potrzeby żeby się z nimi spotkać i ich wysłuchać. To niedopuszczalne.

W jaki sposób konflikt z regionalnymi władzami „Solidarności” przekłada się na Pana pracę w parlamencie? W wielu wypowiedziach medialnych zwraca Pan uwagę na wierność deklaracji programowej „Solidarności” i kierowanie się ideałami organizacji w trakcie pełnienia funkcji posła.

Wspomniałem już wcześniej o mojej interpelacji w sprawie zmian w prawie pracy i braku reakcji  Pana Przewodniczącego na moje pismo. Ta sprawa pokazuje dobitnie, jak ten spór wpływa na skuteczność mojej pracy posła w obszarach, które przecież powinny najbardziej interesować związkowców. Jest tyle spraw do załatwienia w Sejmie, ważnych dla polskich pracowników i polskich rodzin. Powinniśmy wspólnie nad nimi pracować i o nie walczyć, poprzez wszystkie możliwe kanały, a tak się nie dzieje. W związku z tym, łatwo odpowiedzieć sobie na pytanie kto na tym najbardziej traci, to polscy pracownicy, zwykli obywatele, których obiecaliśmy reprezentować.

Kolejny przykład – wraz ze Związkiem Zawodowym Kierowców zajmuję się od dawna zmianą przepisów o czasie pracy kierowców, które dyskryminują pracowników transportu  i zniechęcają młodych ludzi do pracy w tej branży. Potrzeba bardzo szybkich i systemowych zmian, gdyż na rynku polskim brakuje obecnie ponad 100 tys. kierowców. Obowiązujące przepisy dyskryminują tę grupę zawodową, wiele udało się zmienić, ale naprawdę potrzebne jest wsparcie Rady Dialogu Społecznego. Przy zastosowaniu indywidualnego czasu pracy, kierowca nie jest  opłacany zgodnie z kodeksem pracy, za godziny nadliczbowe, pracując dodatkowo w tej samej dobie 3 godziny i 15 min. Nie przypominam sobie, żeby władze Solidarności zainteresowały się tą sprawą. Nie kojarzę też, żeby „Tygodnik Solidarność” informował o tej sprawie, lub o jakichkolwiek innych moich działaniach, choć w gazecie znajduje się mnóstwo treści wykraczających poza tematy związane z funkcjonowaniem związków zawodowych. Podobny zarzut mogę postawić w przypadku lokalnego biuletynu Regionu Świętokrzyskiego NSZZ „Solidarność” i strony internetowej związku, w których próżno było znaleźć materiały dotyczące mojej działalności poselskiej.

Czytelnikom pragnę przypomnieć, że tuż po wyborach, każdy parlamentarzysta wywodzący się z „Solidarności” otrzymywał dokument, tzw. „Umowę Programową”. Z kolei związek obiecywał wsparcie dla swoich posłów w okresie pełnionej kadencji. Ja słowa dotrzymałem. Wielokrotnie podczas głosowań sejmowych kierowałem się własnym sumieniem i zaleceniami Związku. Nie mam jednak wrażenia, że władze związku to doceniają. Po 2,5 roku pełnienia funkcji posła, nie dostrzegam również deklarowanego dla mnie wsparcia.

Pokłosiem tego sporu jest decyzja Walnego Zebrania Delegatów „Solidarność” MPK w Kielcach o wystąpieniu ze struktur NSZZ „Solidarność” i utworzeniu Związku Zawodowego Pracowników Transportu Publicznego w Kielcach. To rewolucyjna zmiana dla firmy, pracowników oraz Pana osobiście. Do „Solidarności” należał Pan od 37 lat.

Decyzja ta została poparta przez 68, z 90 delegatów. Jest to logiczna konsekwencja nieuzasadnionego traktowania nas przez przewodniczącego Zarządu Regionu Świętokrzyskiego oraz przewodniczącego Komisji Krajowej „Solidarności”. Nie była to oczywista, ani łatwa decyzja, bo poświęciliśmy związkowi wiele lat swojego życia i zawsze byliśmy tam, gdzie powinniśmy być, zwarci i gotowi nieść pomoc oraz walczyć o prawa pracownicze. Zawsze będziemy utożsamiać się z ideałami Solidarności, zawartymi w deklaracji programowej, a także z polityczno – historycznym dziedzictwem organizacji, ale władze Związku nie pozostawiły nam innego wyjścia. Przecież w tym wszystkim chodzi też o honor i naszą godność. Pragniemy jednocześnie podkreślić, że idea Solidarności pozostanie zawsze w naszych sercach i będzie towarzyszyć naszemu postępowaniu- będzie dla nas najważniejsza. My, ludzie „Solidarności”, swoim dotychczasowym postępowaniem potwierdziliśmy, że zawsze, nawet w najtrudniejszych momentach, a takich nie brakowało, potrafiliśmy być solidarni. Nie wykluczamy przecież powrotu do Solidarności, jeśli zmieni się sposób kierowania nim. Przecież związek, to nie działacze, ale przede wszystkim tysiące, setki tysięcy anonimowych członków, którzy zawsze są gotowi do wsparcia, jeśli jest taka potrzeba. Funkcyjne osoby, tak w regionie, jak również na szczeblu krajowym zapomniały o tym. Teraz nie potrzeba protestować, niepotrzebne jest wsparcie związkowców poprzez manifestacje, gdyż rząd Prawa i Sprawiedliwości realizuje zobowiązania przedwyborcze, prowadzi politykę prospołeczną, propracowniczą, uszczelnia prawo pracy, ale co zrobią działacze związkowi, gdyby nie daj Boże zmieniła się opcja polityczna, a zawsze jest to możliwe w kraju demokratycznym. Kto z tych ignorowanych związkowców będzie gotów stanąć w obronie tych praw przy osobach, które w tej chwili, tak zachłysnęły się „salonami”?

Delegaci wyrazili również pozytywne stanowisko, w kwestii dalszego pełnienia przez Pana mandatu posła. Przypomnijmy czytelnikom, że statut NSZZ „Solidarność” zabrania łączenia funkcji Posła RP ze stanowiskiem Przewodniczącego Komisji Zakładowej. Gdy wybrano Pana na tę funkcję ponownie, przedstawiciele świętokrzyskiej „Solidarności” zaprotestowali.

Tak. Delegaci jednogłośnie podjęli decyzję o dalszym sprawowaniu przeze mnie mandatu posła RP, jednocześnie podejmując decyzję o wyborze mojej osoby na szefa „Solidarności” w MPK. Była to demokratyczna decyzja delegatów, wyrażona w głosowaniu. Był to protest moich koleżanek i kolegów przeciwko próbom nacisku, wyrażanym nieakceptowaniem legalnie i demokratycznie wybranych władz. Wielokrotnie, związkowcy słyszeli różnego rodzaju groźby, tak pod moim adresem, jak również pod adresem członków „Solidarności” z MPK, wypowiadanych przez przedstawicieli Regionu. Dla mnie jest nie do zaakceptowania, aby legalnie wybrane władze związku, działające zgodnie ze statutem, były w sposób tak arogancki, wręcz pogardliwy traktowane. Nie ma nic gorszego, nic bardziej poniżającego godność drugiego człowieka, a tu przecież chodzi o strukturę związkową, niż ignorowanie, brak chęci spotkania, nie mówiąc już nawet o  jakimkolwiek ustosunkowaniu się do treści pisma. Taka sytuacja miała miejsce przez prawie dwa lata.

Jednocześnie, chciałbym zwrócić uwagę, że zapis mówiący o zakazie łączenia funkcji związkowej z mandatem posła, znajduje się w statucie dopiero od kilku lat. Gdy Przewodniczący ZR Waldemar Bartosz był w latach 1997-2001 posłem, nie przeszkadzało mu to pełnić jednocześnie funkcji Przewodniczącego Zarządu Regionu Świętokrzyskiego NSZZ „Solidarność”. Podobnie było z innymi działaczami związkowymi. Wprowadzenie tego zapisu jest więc nieczytelne i niezrozumiałe dla wielu postronnych obserwatorów i sympatyków związku.

Rozmawiał Bartosz Oszczepalski.