Rano 10 kwietnia 2010 roku cała Polska pogrążyła się w bólu i smutku. Z mediów dobiegały straszne informacje o jednej z największych tragedii w historii Polski. W katastrofie Tupolewa zginął prezydent Lech Kaczyński wraz z małżonką i wysoko postawionymi politykami oraz urzędnikami. Zginęli również piloci oraz obsługa samolotu. W sumie 96 osób, które tego dnia leciały do Katynia uczcić pamięć polskich oficerów zamordowanych przez Rosjan. Historia zatoczyła tragiczne i upiorne koło.

To była trauma nie tylko dla najbliższych rodzin ofiar, ale dla wszystkich Polaków niezależnie od poglądów politycznych. Ulice polskich miast (w tym również Kielc) w te dni opustoszały i przerażały wszechogarniającą ciszą. Do tej pory dla wielu Polaków jest to sprawa bardzo istotna, o czym świadczą tłumy ludzi na kwietniowych obchodach rocznicy katastrofy w Warszawie w których jako poseł ziemi świętokrzyskiej osobiście uczestniczyłem.

Niestety poprzednia ekipa rządząca nie zrobiła zbyt wiele, by dociec przyczyn tej tragedii. Dopuszczono się wielu zaniechań. Śledztwo oddano Rosji, nie upomniano się o oddanie wraku samolotu, nie wyciągnięto konsekwencji wobec osób odpowiedzialnych za organizację wizyty. Do tego dochodziły jeszcze haniebne wypowiedzi pewnego polityka z Biłgoraja, który opluwał Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i obwiniał go za śmierć wszystkich członków delegacji. To rozdrapało rany, doprowadziło do nowych, niepotrzebnych podziałów w społeczeństwie.

Wróćmy jednak do sedna. W normalnym, cywilizowanym państwie gdyby doszło do katastrofy w której zginęłaby głowa państwa wraz z czołowymi politykami i dowódcami armii, konsekwencją byłyby liczne dymisje i próby rzetelnego wyjaśnienia okoliczności katastrofy mającej dodatkowo miejsce w delikatnie mówiąc kraju nieprzyjaznym i wrogim, bo byłoby to w interesie państwa polskiego i jego bezpieczeństwa. Tak się jednak nie stało i doskonale koresponduje to z omnipotencją oraz bezradnością państwa w wielu innych dziedzinach, takich jak prawa pracownicze, czy obrona polskich interesów ekonomicznych i zakładów pracy. „Teoretyczne państwo” – jak to przytomnie w przypływie szczerości określił III RP były minister w rządzie PO – PSL Bartłomiej Sienkiewicz – nieskuteczne, słabe i udawane jest we wszelkich sprawach, począwszy od tych małych, a skończywszy na większych.

Dlatego rozmawiając o katastrofie smoleńskiej zawsze warto patrzeć na sprawę szerzej, jako symptom słabości teoretycznego państwa. Przy okazji powinniśmy dyskutować o tym jak to państwo musi być zmieniane, aby w końcu teoretyczne być przestało i żeby dobrze broniło swoich obywateli wykorzystywanych przez banki, instytucje parabankowe lub nieuczciwych urzędników i przedsiębiorców. Tak żebyśmy w końcu żyli w Polsce wolnej i solidarnej, przyjaznej nie tylko dla bogatych i tych, którzy mają pieniądze i wpływy, ale dla wszystkich. Takiej właśnie Polski chciał Świętej Pamięci Prezydent Lech Kaczyński, który zginął w Smoleńsku. O to musimy walczyć korzystając z tego, że obecnie mamy sprzyjający klimat polityczny do dobrych zmian.

Poseł Bogdan Latosiński