Podczas wspólnego posiedzenia Komisji Infrastruktury oraz Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej miałem okazję wysłuchać informacji Ministra Infrastruktury i Budownictwa o kondycji transportu publicznego w Polsce. Minister opierał się na raporcie Najwyższej Izby Kontroli o funkcjonowaniu regionalnego publicznego transportu zbiorowego. Raporcie miażdżącym dla poprzedniej władzy i całego systemu III RP opartego na bylejakości, bierności i wycofywaniu się państwa z dziedzin kluczowych dla odpowiedniego funkcjonowania kraju oraz pozostawianiu ich dalekim od ideału mechanizmom rynkowym.

O tym jak bardzo istotny dla obywateli jest publiczny transport zbiorowy nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Umożliwia on swobodne przemieszczanie się do miejsca pracy lub szkoły. Jest pomocny szczególnie dla osób z mniejszych miejscowości  i wsi, które z różnych względów nie posiadają samochodów. Sprawne funkcjonowanie transportu publicznego docierającego również na prowincję jest absolutnym priorytetem wszystkich państw cywilizowanych. Tymczasem z raportu dowiadujemy się, że większość samorządów w ogóle nie było zainteresowane organizowaniem publicznego transportu zbiorowego, a ograniczały się one jedynie do administrowania np. poprzez wydawanie zezwoleń. Połowa samorządów nie dokonała analizy potrzeb przewozowych. Zrobiły to tylko te samorządy, które podjęły działania w celu opracowania planu transportowego. W moim poprzednim felietonie pisałem o tym, że tego obowiązku nie dopełnił powiat kielecki rządzony przez PSL. I co warto przypominać – taki obowiązek nakładała na niego ustawa przyjęta przez rząd PO – PSL! Będąc radnym sejmiku interweniowałem również w wielu innych sprawach związanych z transportem zbiorowym i usługami komunikacyjnymi (np. domagając się komunalizacji PKS i stworzenia strategii przewozów pasażerskich) , ale nie spotykało się to z aprobatą władz.

Wracając jednak do raportu, to jego autorzy wskazują na to, że żaden ze skontrolowanych samorządów nie podpisał umowy z zakresu świadczenia usług dotyczących publicznego transportu zbiorowego i to nawet wtedy, gdy analiza jasno pokazywała, że potrzeb transportowych nie są w stanie zaspokoić prywatne podmioty. To ostatnie zdanie warto sobie zapamiętać, bo raport idealnie pokazuje, że wbrew panującej w Polsce neoliberalnej propagandzie, rynek nie jest w stanie sam wszystkiego załatwić. I kiedy na domiar złego tekturowe i teoretyczne państwo też wykazuje się bezradnością, to powstaje luka. W jej efekcie wielu mieszkańców małych miast i wsi jest skazanych na samochody, a jeśli ich nie posiadają, to po prostu przez wiele dni nie są w stanie dotrzeć do większych miast. Obniża to ich mobilność jako pracowników, wpędza w bezrobocie i marazm. NIK zwraca uwagę na to, że samorządy powinny szukać nowych rozwiązań pozwalających na dostanie się do szkoły lub pracy obywatelom mieszkającym poza głównymi szlakami komunikacyjnymi.

Na bezradności samorządów najbardziej stracą obywatele i dowodów na to jest bardzo dużo w tym raporcie. Samorządy planują zawieranie z przewoźnikami umów obowiązujących dopiero od 1 stycznia 2017 r., czyli od momentu, w którym nie będą już obowiązywać dotychczasowe przepisy o finansowaniu ustawowych uprawnień do bezpłatnych lub ulgowych przejazdów. Wielu mieszkańców może utracić te przywileje. NIK zwraca uwagę również na inne uchybienia. Lokalnych przewoźników sprawdzał jedynie co czwarty kontrolowany powiat. NIK uznała dotychczasowy nadzór nad wykonywaniem przez przewoźników drogowych przewozów regularnych – sprawowany przez samorządy – za niedostateczny. Bardzo często uchylano się od nakładania kar finansowych za naruszenia obowiązków i warunków przewozu drogowego. Marszałkowie i starostowie nie wykorzystywali również swoich uprawnień nadanych im w ustawie do powierzenia czynności kontrolnych organom administracji publicznej i instytucjom państwowym np. policji lub inspektoratom transportu drogowego. Przerażające jest to, że dopiero zlecona Inspekcji Transportu Drogowego przez NIK kontrola wykazała, że co dziesiąty autobus nie spełnia wymogów technicznych pozwalających na świadczenie usług! Samorządy nie udostępniały pasażerom w sposób wystarczający informacji o regionalnym transporcie zbiorowym.

Jeśli już mówimy o uchybieniach przy kontrolach przewoźników, to warto nadmienić, że w raporcie znajduje się fragment dotyczący naszego województwa. NIK informuje, że w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Świętokrzyskiego wystąpiły liczne przypadki nakładania kar pieniężnych za naruszenia obowiązków lub warunków przewozu drogowego przez pracownika nie posiadającego stosownego upoważnienia. Niezgodnie z prawem wydano kary opiewające na łączną kwotę 144,3 tysiące złotych. Interesujące jest to, że Urząd w oficjalnym piśmie skierowanym do mnie informował o kwocie znacznie mniejszej  – opiewającej na kwotę 40 tysięcy złotych. Jednocześnie żałuję, że NIK nie przychylił się do mojej skargi z 2012 roku w której domagałem się przeprowadzenia kontroli w Urzędzie Marszałkowskim. Kontrola miała sprawdzić czy nie doszło do naruszenia przepisów ustawy o transporcie drogowym w zakresie wydawania pozwoleń na wykonywanie przewozów regularnych i przewozów regularnych specjalnych w krajowym transporcie drogowym, cofania owych zezwoleń, dokonywania okresowej analizy rynkowej w zakresie regularnego przewozu osób oraz dostosowywania rodzajów pojazdów, cenników opłat, rozkładów jazdy do zapotrzebowania społecznego. Informacje, które docierały do mnie pozwalały przypuszczać, że dochodziło do wielu nielegalnych praktyk ze strony przewoźników. Gdyby NIK przychylił się do mojego wniosku, to wiele z tych nieprawidłowości udałoby się wyeliminować.

W Sejmie trwają obecnie prace nad nowelizacją ustawy o publicznym transporcie drogowym. Potrzebne są liczne zmiany w prawie i na to też wskazywał NIK w swoim raporcie. Jeśli jednak chcemy wdrożyć cywilizacyjne standardy w tej dziedzinie, państwo w końcu musi wziąć odpowiedzialność za transport publiczny. Dla dobra nas wszystkich.

Poseł Bogdan Latosiński