11 kwietnia 2017

W ostatnim czasie ukazał się szereg artykułów o planowanych przez Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa zmianach w ustawie o transporcie publicznym. Przypomnijmy, że niedawno resort przedstawił nową wersję projektu ustawy, która spotkała się z większą aprobatą przedstawicieli branży transportowej niż projekty ubiegłoroczne. „Rzeczpospolita” pisze o „rewolucji autobusowej”, którą przygotowuje rząd PiS: – Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa (MIB) przedstawiło nową wersję projektu ustawy o transporcie publicznym. Jej celem jest uregulowanie rynku przewozów, zwłaszcza drogowych (oprócz międzywojewódzkich). Ubiegłoroczne projekty budziły wiele kontrowersji. Obecny jest dobrze oceniany przez przewoźników, choć nie ukrywają, że kilka kwestii wymaga dopracowania. Zgodnie z projektem wszyscy organizatorzy przewozów będą musieli opracować plany transportowe (teraz robią to tylko niektóre samorządy), określając linie, po których będą mogli się poruszać jedynie wybrani przewoźnicy – czytamy w artykule.

O problemach polskiego transportu pisze również Bartosz Jakubowski,  ekspert ds. transportu Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego na portalu jagiellonski24.pl: „Ogłoszona w ubiegłym miesiącu wiadomość o „wygaszeniu” wszystkich kursów autobusów w Bieszczadach także nie wydostała się poza regionalną prasę i telewizję. Dlaczego tak się dzieje? W przeciwieństwie do znajdującego się w mniejszych tarapatach rynku regionalnych przewozów kolejowych, rynek lokalnych przewozów autobusowych jest niezwykle rozproszony i nie posiada skutecznego zaplecza PR na miarę spółek z grupy PKP. W rezultacie nie ma podmiotu, który mógłby się przebić do debaty publicznej z informacją o zapaści międzymiastowej komunikacji autobusowej w Polsce.

Milczenie czwartej władzy doskonale komponuje się z wycofaniem państwa z tego obszaru, i to pomimo politycznych deklaracji o konieczności prowadzenia polityki rozwoju zrównoważonego terytorialnie. O ile samorządy coraz chętniej wydają pieniądze na komunikację miejską (8,5 mld zł w 2015 roku, z czego 2,8 mld to wydatki samej Warszawy), to w temacie transportu pomiędzy miastami skutecznie umywają one ręce, uznając, że problem powinien rozwiązać rynek. Aktywność samorządów wojewódzkich sprowadza się jedynie do przekazywania co roku przewoźnikom autobusowym łącznie ok. 650 mln zł” – czytamy.

Autor wspomina również o tym, że poprzednia ustawa z 2010 roku nie zahamowała uwiądu transportu publicznego, zarazem dodając, że obecny projekt nowelizacji zawiera wiele sensownych pomysłów i może ten stan zmienić: „Ustawa o publicznym transporcie zbiorowym z 2010 roku, wbrew założeniem, nie powstrzymała upadku przewozów lokalnych, gdyż większość samorządów nie podjęła się organizowania przewozów pozamiejskich. Z tego powodu w ubiegłym roku przedłużono okres przejściowy, w trakcie którego przewoźnicy są uprawnieni do pobierania dopłat do biletów ulgowych bez zawarcia umowy z samorządem. Równocześnie rozpoczęto prace nad „prawdziwą” nowelizacją ustawy. Pierwszy ze zgłoszonych projektów, przygotowany przez lobby przewoźników minibusowych, miał prawnie zabezpieczyć istniejący stan, w którym otrzymują oni środki publiczne bez żadnej kontroli, zarazem zamykając rynek na nowych przewoźników i przyznając im szczególne przywileje. Zgłoszony w ostatnich dniach nowy rządowy projekt (nota bene, niedostępny na stronie Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa), zrywa z założeniami poprzednika i, mimo pewnych niedoskonałości, znacznie lepiej odpowiada na istniejące problemy„.