3 lutego 2017

W drugiej połowie grudnia polskim parlamentem wstrząsnął poważny kryzys. Po zapowiadanych przez rząd regulacjach dotyczących obecności dziennikarzy w Sejmie i wykluczeniu z obrad posła PO Michała Szczerby, przedstawiciele niektórych opozycyjnych partii zdecydowali się na zablokowanie mównicy sejmowej, tym samym uniemożliwiając przegłosowanie ustawy budżetowej i ustawy dezubekizacyjnej. W związku z tym wraz z innymi parlamentarzystami z klubu Prawa i Sprawiedliwości udałem się do Sali Kolumnowej, aby spokojnie przeprowadzić głosowanie.

Trudno zrozumieć o co chodzi opozycji, a w szczególności tym politykom, którzy kilka lat temu oburzali się na Samoobronę za wtargnięcie i zablokowanie mównicy sejmowej nazywając ten proceder „warcholstwem”, choć przecież blokada kierowana przez ugrupowanie Leppera trwała nieporównywalnie krócej niż „demonstracja” polityków Nowoczesnej i Platformy Obywatelskiej. Dziwić mogą również pretensje, że tak ważną dla funkcjonowania państwa ustawę budżetową przyjęto w Sali Kolumnowej. Przecież dla nas posłów PiS to też nie była komfortowa sytuacja, ale skoro uniemożliwiono nam głosowanie w głównej sali obrad, to musieliśmy to zrobić i opozycja może mieć tylko do siebie pretensje. Nie jest prawdą to, że posłowie opozycji nie byli wpuszczani do Sali Kolumnowej. Byli oni tam obecni i mogę to z całą stanowczością potwierdzić. Opozycji jednak nie zależało na wzięciu udziału w głosowaniu, chodziło tylko o zrobienie hucpy, o czym świadczą rzekomo „spontaniczne” protesty pod Sejmem, które jak wykazał portal wpolityce.pl były od początku zaplanowane, tak jak cała akcja mająca na celu paraliż polskiego Sejmu.

Oczywiście w każdym demokratycznym kraju opozycja ma prawo protestować, kontrolować rząd i nie zgadzać się z jego wieloma poczynaniami, ale nigdy nie może wiązać się to z podważaniem prawa do przeprowadzania reform przez rząd wybrany w demokratycznych wyborach i wypowiadaniem „nieposłuszeństwa władzy”. To pokazuje, że nie chodzi tu o żadną troskę o demokrację, ale o próbę odzyskania przywilejów. Szkoda tylko, że dzieje kosztem właśnie polskiej demokracji, o którą tak podobno dba opozycja.

Jako parlamentarzysta zawsze będę bronił prawa obywateli do protestów niezależnie od poglądów politycznych demonstrantów, ale razi mnie hipokryzja dziennikarzy liberalnych mediów sprzyjających opozycji, którzy poparli protesty KOD-u pod Sejmem, a jednocześnie obrażali uczestników demonstracji organizowanej kilka lat temu przed Sejmem przez NSZZ Solidarność nazywając ich awanturnikami. Podobnie było z innymi protestami central związkowych przedstawianych jako okazję do zadym, kompletnie ignorując postulaty związkowców, które ośmielę się zauważyć były o wiele ważniejsze z punktu widzenia zwykłego obywatela niż brak dobrego samopoczucia decydentów odsuniętych od władzy. Różnica jest taka, że wtedy rządziła Platforma Obywatelska i dlatego protesty nie były w dobrym guście. Dzisiaj już są. Również postawa ówczesnych elit rządzących wobec tamtych protestów jest dla mnie jako związkowca podszyta obłudą. Gdy związkowcy w trakcie protestów domagali się reaktywacji dialogu społecznego i realizacji postulatów społecznych, były prezydent Lech Wałęsa, który dzisiaj nawołuje do walki o demokrację, wtedy namawiał władzę do pałowania związkowców. Z kolei była premier Ewa Kopacz obecnie zachęcająca do „powstrzymania rządu na ulicy” w 2014 roku przed drugą turą wyborów samorządowych w specjalnym orędziu mówiła, że władzy nie powinno się przejmować na ulicy, ale przy urnie wyborczej. Hipokryzją odznacza się również były prezydent Komorowski wyrażający satysfakcję z lżenia poseł Pawłowicz przez demonstrantów w trakcie grudniowych protestów. Popiera on blokadę mównicy przez opozycyjnych posłów, ale gdy w 2012 roku członkowie „Solidarności” zablokowali na kilka godzin wyjście z Sejmu opisywał ten protest jako „nieprawdopodobnie groźny” i zagrażający normalnemu funkcjonowaniu parlamentu.

Mam świadomość tego, że w każdym demokratycznym kraju musi istnieć merytoryczna i konstruktywna opozycja z której uwagami powinien liczyć się rząd. Problem w tym, że liberalna opozycja nie ma żadnego pomysłu na siebie, żadnej alternatywy dla Polaków. Nie toczą się pomiędzy środowiskami opozycyjnymi żadne dyskusje nad tworzeniem społeczno – gospodarczego programu. Ciężko się spodziewać, że Polacy zareagują z entuzjazmem na zapowiedzi powrotu do „Ery Balcerowicza”, skoro rząd Prawa i Sprawiedliwości jako pierwszy w III RP realizuje postulaty społeczne, pracownicze i socjalne. Pozostaje więc tylko hucpa podszyta hipokryzją. A na protesty „obrońców demokracji i Konstytucji” najlepiej zareagował Prezydent Andrzej Duda, który podpisał ustawę o obniżeniu wieku emerytalnego czego kilka lat temu domagali się obywatele i organizacje społeczne oraz ustawę zapewniającą wszystkim Polakom bezpłatny dostęp do podstawowej opieki medycznej. Jest to konstytucyjne prawo, ale przez lata nie było ono przestrzegane przez władze państwowe. Lepiej tego konfliktu politycznego nie dało się spointować.

Poseł na Sejm RP Bogdan Latosiński

Felieton ukazał się w styczniowym numerze pisma „Pasażer”