20 lipca 2018

Jakiś czas temu na jednym z profili w mediach społecznościowych znanym z krytycznego stosunku do MPK, pojawił się kłamliwy wpis sugerujący, że kierowcy pracujący w naszej spółce zarabiają 13 złotych za godzinę, choć tak naprawdę minimalne zarobki oscylują wokół stawki 15 zł/h. Ponadto kierowcy otrzymują również liczne dodatki do podstawowego wynagrodzenia, więc ich uposażenie jest zwykle wyższe. Jest to kolejny element walki propagandowej mającej na celu zdyskredytowanie pracowników MPK i zaszkodzenie firmie. Sytuacja ta trwa od momentu, kiedy objąłem mandat posła. Proces ten przebiegał na różnych frontach i dotyczył nie tylko obraźliwych dla całej naszej załogi wpisów w Internecie. W związku z tym chciałbym przypomnieć Państwu kilka ważnych faktów i dokonać podsumowania całej sprawy.

Już kilka miesięcy po wyborach i mojej rezygnacji z funkcji Przewodniczącego „Solidarności” w MPK niewielka grupa byłych członków „Solidarności” próbowała skłócić załogę i rozbić struktury związkowe, tak jak w czasie słynnego już strajku kierowców w 2007 roku. Większość asystentów społecznych rekomendowanych przez Region Świętokrzyski NSZZ „Solidarność” w ogóle się ze mną nie kontaktowała i nie organizowała żadnych spotkań w swoich delegaturach. Dodatkowo, Przewodniczący Piotr Duda nie odpisywał na moje oraz komisji zakładowej pisma w sprawie przetargu na obsługę komunikacji miejskiej, nowelizacji ustawy o transporcie zbiorowym i innych kwestii ważnych dla regionu świętokrzyskiego i Polski. Lider związku nie reagował też na nasze prośby o spotkanie się, pomimo tego że wielokrotnie gościł w Kielcach. Teraz jestem przekonany, że głównym celem tych działań było odsunięcie mnie od „Solidarności” oraz spółki pracowniczej i przejęcie kontroli w MPK Kielce. Odbywa się to kosztem moim oraz wszystkich pracowników MPK na czele z członkami komisji zakładowej, która też już ma dość upokarzania i ignorowania ze strony władz „Solidarności” i w tym celu wydała już stosowne oświadczenie. Nasze rozgoryczenie jest tym większe, że swego czasu wspieraliśmy inne zakłady pracy, gdy te borykały się z różnymi problemami. Stawialiśmy się licznie na lokalnych i ogólnopolskich demonstracjach organizowanych przez związek,  a także nieodpłatnie reklamowaliśmy „Solidarność” na miejskich autobusach. Członkowie zarządu regionu odpłacili nam ignorowaniem pism, brakiem pomocy o charakterze prawnym i wizerunkowym w trakcie przetargu, a nawet nie podawaniem ręki w kościele w trakcie uroczystości pierwszomajowych w tym roku. To właśnie podczas tych uroczystości jeden z działaczy związkowych z zakładu, który swego czasu wspieraliśmy, zasugerował związkowcom z MPK, że mają zdjąć znaczki „Solidarności”. W obliczu tych wydarzeń, coraz mniej jestem zdziwiony tym, że swego czasu „Solidarność” zarekomendowała na stanowisko prezesa MPK Marka Wołocha, który prawie doprowadził firmę do upadku. Nie dziwi mnie też to, że przewodniczący Krajowej Sekcji Komunikacji Miejskiej NSZZ „Solidarność” do tej pory nie uiścił opłaty za wynajęcie od MPK autokaru.

Skoro takie nieprzyjemności spotkały nas w macierzystym środowisku w którym funkcjonujemy już od kilkudziesięciu lat i wobec którego zawsze byliśmy lojalni, to tym bardziej nie mogą dziwić nas ataki ze strony środowisk opozycyjnych i niechętnych związkom. Brylował w tym szczególnie jeden z profili w mediach społecznościowych, a swoje dołożył do tego zaprzyjaźniony z nimi radny z opozycji, który tak bardzo martwił się o budżet miasta, że zapomniał o dobru kierowców, którzy nie chcieli być niewolnikami we własnym mieście, a tak by się właśnie stało, gdyby wygrał podmiot oferujący zbyt niską stawkę za wozokilometr. Może to dziwić, zważywszy na to że ów radny deklaruje się jako osoba o poglądach lewicowych i „wrażliwych społecznie”, ale zarazem powinno dać do myślenia wyborcom. Sugerowano, że MPK jest zbyt drogie i proponuje zbyt wysoką stawkę w przetargu. Nie mówiono o tym, że nasza stawka i tak jest mniejsza niż te obowiązujące w wielu innych miastach wojewódzkich. Gdyby to przyznano, to okazałoby się, że firma Michalczewski z Radomia zaproponowała stawkę wręcz „dumpingową”. Kłamano, że specyfikacja przetargu została ustawiona pod MPK Kielce, choć tak naprawdę faworyzowała naszą konkurencję. Doskonałym tego przykładem jest brak kary umownej w przypadku nie zrealizowania usługi. Jest to sytuacja kuriozalna i niespotykana. Nas ten zapis nie dotyczył, bo każdy Kielczanin wie, że od 10 lat zapewniamy sprawną komunikację miejską i nic w tym zakresie się nie zmieniło. Nikogo nie powinien dziwić fakt, że zarówno ten jak i również inne zapisy (np. dopuszczający brak posiadania kanałów naprawczych) były na rękę radomskiej firmie, nieprzygotowanej do wykonania zadania.

Wbrew temu co pisały i mówiły środowiska nam wrogie, byliśmy, jesteśmy i będziemy gotowi do konkurowania na wolnym rynku, bo dysponujemy odpowiednim doświadczeniem, kapitałem finansowym i personalnym. Nie boimy się więc konkurencji, ale musi ona być uczciwa i opierać się na jasnych i transparentnych zasadach. Niezgodne z prawdą jest również sugerowanie, że przekazywanie pieniędzy na realizację usługi to „pompowanie pieniędzy w MPK”. Finansowanie komunikacji miejskiej to cywilizacyjna inwestycja w miasto i mieszkańców, która zawsze się zwraca. Żałuję, że grono „ekspertów” od transportu skupiło się na „hejcie” wobec pracowników spółki, zamiast na przykładzie kieleckiego przetargu dokonać systemowej analizy sytuacji. Pisałem to już wiele razy i jeszcze raz powtórzę: nie może być tak, że w przetargu dotyczącym tak ważnej dla funkcjonowania miasta dziedziny jaką jest komunikacja miejska, głównym kryterium przy wyborze przewoźnika jest tylko i wyłącznie najniższa cena. Aby usługi publiczne były dobrej jakości powinny być odpowiednio dofinansowane, a pracownicy muszą być godnie wynagradzani. Doktryna „taniego państwa” musi w końcu w Polsce upaść. W tym celu potrzebna jest między innymi szeroko zakrojona debata o tym w jaki sposób powinny być konstruowane specyfikacje przetargowe i co należy zmienić w ustawie o zamówieniach publicznych. Być może nasi oponenci o tym wiedzą, ale zamieszanie z przetargiem stało się dla nich wygodnym pretekstem do politycznych ataków na otoczenie Pana Prezydenta Wojciecha Lubawskiego.

Klamrą, która spina wszystkie te wydarzenia jest niedawna decyzja Prokuratury o umorzeniu postępowania z tytułu pomówienia ze strony internautów, którzy obrażali mnie oraz moją rodzinę mnie na forum Echa Dnia. Mimo że Prokuratura zajmuje się tą sprawą już bardzo długo, to w kwestii wskazania i ukarania sprawców wykazała się zaskakującą bezsilnością, a w tych przypadkach, gdzie personalia konkretnych osób zostały ujawnione, nie doszukała się znamion przestępstwa. Jak widać w Polsce można szkalować i pomawiać bezkarnie.

Przez ten ciężki dla nas okres przeszliśmy bez szwanku, wygraliśmy przetarg, a można nawet powiedzieć, że jesteśmy silniejsi niż kiedykolwiek wcześniej. Właśnie jesteśmy w trakcie rejestrowania nowego związku zawodowego. Część z nas opuściła „Solidarność”, a ci którzy tego nie zrobili i są członkami komisji zakładowej „Solidarności”, wystosowali oświadczenie w którym odnoszą się do postępowania regionalnych i krajowych władz związku. Niestety, podobnie jak nasze poprzednie apele, zostało ono zlekceważone przez osoby funkcyjne w „Solidarności”. Pan Przewodniczący Waldemar Bartosz raczył jedynie powiedzieć w mediach, że odejście tak licznego grona lojalnych działaczy nie stanowi dla związku problemu. Być może faktycznie dla ścisłego kierownictwa nie stanowi, ale „Solidarność” to przede wszystkim tysiące członków rozsianych po mniejszych i większych zakładach w całym kraju. Oni patrzą, oceniają i zastanawiają się czy nie podzielą naszego losu w przyszłości. Jeśli związki zawodowe znowu będą w defensywie, jak to miało miejsce w trakcie rządów PO-PSL, to czy zwykli członkowie będą gotowi na poświęcanie się dla organizacji? Być może kiedyś przyjdzie zmierzyć się z tymi wyzwaniami tym, którzy obecnie nas ignorują.

Poseł Bogdan Latosiński