5 stycznia 2018

Jednostki samorządu terytorialnego zbyt często wykorzystują finansowane z publicznych środków informacje i reklamy do promocji konkretnych polityków. Czas najwyższy skończyć z tym procederem.

Sejmowa komisja ds. petycji, której jestem członkiem jednogłośnie i ponad partyjnymi podziałami zadecydowała o skierowaniu do rządu dezyderatu z prośbą o uszczelnienie zapisów prawa w kwestii reklamowania się samorządowców za publiczne pieniądze. Dezyderat został przygotowany po tym jak do komisji wpłynęła obywatelska petycja postulująca nowelizację ustaw o samorządzie gminnym, samorządzie powiatowym i samorządzie województwa w celu wprowadzenia zakazu finansowania przez samorządy informacji i reklam, na których prezentowane są wizerunki osób pełniących ważne funkcje w strukturze samorządowej, a także posłów, senatorów, kandydatów w wyborach, kierowników gminnych jednostek organizacyjnych. Nowe prawo miałoby obejmować nie tylko billboardy i plakaty wyborcze, ale również wszelkie inne formy komunikacji z wyborcami np. spoty radiowe i telewizyjne. Oczywiście to nie oznacza, że reklamy i informacje służące promocji konkretnego działania lub wydarzenia kulturalnego znikną całkowicie. Zmieni się jedynie ich forma, dozwolone będzie tylko podawanie funkcji publicznej (wójt, burmistrz), ale bez imienia i nazwiska.

Jestem posłem – sprawozdawcą tego projektu, popieram go całym sercem i mam nadzieję, że rząd przychyli się do zaleceń komisji. Proceder polegający na wykorzystywaniu pieniędzy podatnika do promowania się polityków samorządowych jest nagminny, a we wniosku zostało opisanych kilka ciekawych tego przykładów. W jednym z mazowieckich powiatów na billboardzie reklamującym pewne wydarzenie kulturalne, znaczącą jego powierzchnię stanowi wizerunek starosty. Kolejny przykład dotyczy kampanii wyborczej. Prezydent jednego z miast na billboardzie dziękuje za współpracę jednemu z kandydatów na posła. Podobne sytuacje miały również miejsce w naszym regionie, gdzie w taki sposób promował się jeden z członków zarządów województwa. Dla każdego oczywiste powinno być, że wyżej wymienione działania mają na celu promowanie konkretnych osób, a inicjatywy samorządów są tylko zasłoną dymną i pretekstem. Dodatkowo proceder ten doprowadza do zachwiania konkurencyjności w wyborach i przeczy idei równych szans, bowiem kandydat promowany na billboardach opłacanych suto ze środków publicznych ma na starcie większe szanse niż ten, który takich możliwości nie ma. Ciężko zgodzić się z tym, że za takim uprzywilejowaniem idą jakiekolwiek racjonalne przesłanki. Oczywiście mieszkańcy mają prawo wiedzieć jak wygląda osoba sprawująca funkcje publiczne, ale takie informacje powinny znajdować się na stronach internetowych jednostek samorządu terytorialnego. Nie istnieje żadna społecznie uzasadniona potrzeba, aby samorządy za nasze pieniądze promowały imię i nazwisko oraz wizerunek danego polityka lub kandydata w wyborach. Po to partie polityczne oraz komitety dysponują własnymi środkami, aby z nich finansować materiały wyborcze w postaci plakatów, czy ulotek. Sprzeciwiam się finansowemu marnotrawstwu w obliczu tak wielkich i potrzebnych wydatków jakie muszą ponosić samorządy, chociażby w dziedzinie transportu publicznego, czy edukacji.

Przedstawiony przez wnioskodawcę problem jest bardzo poważny i warto się nad nim pochylić szczególnie teraz, gdy został już tylko rok do wyborów samorządowych. Wskazane jest to, aby proponowane zmiany weszły w życie jeszcze przed wyborami. Jest to o tyle ważne, że media donoszą o planowanych działaniach części lokalnych włodarzy, którzy szykują się do kampanii medialno – reklamowej przeciwko rządzącej partii w związku z możliwymi zmianami w ordynacji wyborczej. Nie może być zgody na uprawianie politycznej akcji ze środków publicznych. Wydatkom poniesionym na ten cel powinny się przyjrzeć regionalne izby obrachunkowe. Odpowiednie zapisy w prawie mogłyby jednak skutecznie ukrócić stosowanie takich wątpliwych praktyk. W tej sprawie mamy też sojusznika w postaci Rzecznika Praw Obywatelskich, który przyznaje, że „obecnie nie istnieje skuteczna regulacja prawna ograniczająca agitację polityczną jeszcze przed rozpoczęciem kampanii wyborczej, co negatywnie wpływa na zasadę równości szans kandydatów i komitetów wyborczych, a także na zasadę jawności finansowania kampanii wyborczych”. Również przedstawiciele Państwowej Komisji Wyborczej twierdzą, że w świetle obecnie funkcjonujących przepisów prawa, granica pomiędzy działalnością informacyjną a typowo agitacyjną jest bardzo płynna i niejasna.

Poseł Bogdan Latosiński

Felieton ukazał się w piśmie „Pasażer”